Grunty pozostające własnością PKP SA, ale związane bezpośrednio z działalnością zarządcy infrastruktury, a więc np. tych pod liniami kolejowymi, są warte ok. 30 mld zł. Ich przeniesienie z jednej spółki do drugiej nie będzie łatwe, ale PKP SA ma na to pomysł i widzi w nich szansę na finansowanie wielu projektów kolejowych. Sprawę wyjaśnia Alan Beroud, prezes zarządu PKP SA.
Przeniesienie gruntów z PKP SA do PKP PLK SA to temat, który ciągnie się w zasadzie od powołania do życia obydwu podmiotów. Po ostatniej zmianie rządu oraz powołaniu nowych, zarządów zarówno w PKP SA, jak i PKP PLK SA, które wcześniej były dość mocno skonfliktowane, obie spółki wróciły do rozmów na ten temat. Przedmiotem aportu mają być grunty pod większością linii kolejowych, co do których statusu prawnego nie ma wątpliwości. Sprawa dotyczy ok. 33 tys. działek o łącznej powierzchni przekraczającej ponad 39 tys. ha. Już w roku 2024 przedstawiciele
obu spółek mówili o tym, że proces zostanie zakończony do końca roku 2026. – Jesteśmy blisko finiszu tej transakcji. Prowadzimy rozmowy z PKP Polskimi Liniami Kolejowymi i z Ministerstwem Infrastruktury, ustalamy też z naszym podwykonawcą, spółką Ernst and Young, kwestie wyceny. Kiedy te prace zostaną odebrane, przejdziemy do dalszych działań. Teraz już wiemy, że najprawdopodobniej będziemy realizować transakcję poprzez wydzielenie części naszego majątku i wniesienie go aportem do PLK. Z kolei spółka ta będzie pewnie musiała przeprowadzić emisję akcji, by ten aport przyjąć. Kwestią jest to, jaka będzie wielkość tego aportu: czy będziemy dokonywać go od razu w całości, czy częściowo. Pomimo tego, że status niektórych gruntów się zmienia, a sprawa nie jest prosta, mam nadzieję, że w tym roku ten projekt zostanie sfinalizowany. Dla nas to o tyle ważne, że kiedy obejmiemy już akcję PLK, będziemy mogli wykorzystać je w celu realizacji naszego programu modernizacyjnego – mówi Alan Beroud, prezes zarządu PKP SA.
To o tyle istotne, że PKP SA chce odsprzedawać pozyskane dzięki wniesieniu aportu udziały w PLK S.A., aby pozyskać środki na realizację inwestycji, m. in. w dworce, ale i nie tylko. – Do tej pory transakcje pomiędzy PKP SA a PKP PLK SA były realizowane w oparciu o tzw. wartość godziwą. Jeżeli tak będzie i tym razem, wartość aportu wszystkich gruntów na pewno przekroczy 30 mld zł. Szacujemy ją na od 37 do 39 mld. Te środki pozwolą nam modernizować kolej. Jak? Poprzez inwestycje w dworce, ale też poprzez dokapitalizowanie PKP Intercity w celu
zakupu pociągów do obsługi linii kolei dużych prędkości, a to już jest ok. 1,7 mld zł – wyjaśnia Beroud. Szerzej o tym, jak powinno wyglądać finansowanie dworców kolejowych prezes PKP SA mówił w tekście pt.
Państwo powinno współfinansować utrzymanie dworców kolejowych.
Prezes PKP SA dodaje przy tym, że trudno oczekiwać, że znajdzie je w wyniku działalności operacyjnej. – Wydaje się, że w ten sposób będziemy mogli zrealizować wiele programów modernizacyjnych na polskiej kolei – podkreśla Beroud.
Prezes PKP SA nie uważa, że wywołane tymi operacjami zmiany w strukturze właścicielskiej PLK zagroziłyby niezależności zarządcy. – PLK co do zasady muszą być niezależne od przewoźników. W statucie jest zresztą jasny wpis, że zarząd spółki jest powoływany przez ministra właściwego ds. transportu. Jeśli chodzi o wartość akcji i kapitału, ma ona tak naprawdę znaczenie tylko nominalne. PLK są niezależną spółką kolejową, a to, do kogo należy kapitał akcyjny, nie ma znaczenia w kontekście wyboru zarządu – tłumaczy Beroud.